niedziela, 8 września 2013

Epilog

                Minęło tyle lat, a mimo wszystko po jego policzkach wciąż spływały łzy, kiedy tylko w swojej ręce trzymał artykuł z pierwszej strony gazety wydanej dzień po wypadku.

Brawura siatkarza skończyła się tragicznym wypadkiem, w którym zginęła jego żona.
Mężczyzna nie odniósł większych szkód. Córka Bartosza Kurka znajduje się pod opieką lekarzy jednak nic nie zagraża jej zdrowiu lub życiu.

                Mężczyzna każdego dnia, od ponad dziesięciu lat cofa się pamięcią w przeszłość. Pamięta każdy szczegół, każdą łzę, każdy uśmiech i drobną zmarszczkę mimiczną, która pojawiła się przez marszczenie nosa. Tak urocze, uwielbiane przez niego marszczenie nosa, kiedy była zła i kiedy jej oczy świeciły się na jakiś głupi pomysł. Pamiętał wszystko.
                Czerwcowe popołudnie, park. Dzień po tym, kiedy pierwszy raz po latach wyznali sobie miłość, dzień, w którym obnażyli swoje uczucia. Bartek prowadzący ukochaną za rękę. Mała dziewczynka biegnąca przed nimi. W najmniej spodziewanym momencie siatkarz zachodzi kobiecie drogę i łapie ją za ramiona. Ich córka wpatruje się w nich.
-Aga. Kochasz mnie? –jego głos drży.
-Oczywiście, że cię kocham, głupku!  
-Ale… Tak do końca życia?
                Spojrzała na niego niepewnie. Nie wiedziała jak ma odpowiedzieć. Nie wiedziała co ma zrobić. Pocałowała go tylko lekko w usta, a on pociągnął ją za rękę jednocześnie łapiąc w pół Madzię.
-Bartek, co ty wyprawiasz?
-Muszę mieć pewność, że to tak na zawsze.
-Bartek!
                Dobiegli pod jeden z kościołów, w którym czekał na nich ksiądz oraz Ignaczakowie. Nie miała pojęcia co wymyślił jej chłopak.
-Idź do zakrystii. –szepnął. –Myślę, że ci się spodoba.
                Iwona siłą wręcz wepchnęła znajomą do miejsca, o którym mówił jej siatkarz. Pomogła jej się przebrać. Agnieszka mimo ogromnego zaskoczenia chichotała pod nosem z pomysłu Bartka.
                Ceremonia, bez mszy. Wesela właściwie nie było. Oboje cieszyli się z wydarzenia. Kiedy wyszli zostali obrzuceni przez swoich świadków ryżem, a ich córka bawiła się ziarnkami siadając na betonie.
-Czy my właśnie…?
-Tak.
-Bartek, zwariowałeś?!
-Na twoim punkcie.
                Odłożył świstek do pudełka. Wyjął zeszyt. Pamięta jak przy pakowaniu rzeczy Agnieszki natknął się na kilka jej notatników. Dwa były dla niego szczególne.

12 kwietnia 2007
Mam siedemnaście lat. Chyba właśnie przeżywam swoją pierwszą miłość. W prawdzie już raz się zakochałam w przedszkolu, ale to było co innego. To Bartek sprawia, że moje serce przyspiesza. Trochę mi minął już stan zawałów na jego widok, ale i tak chciałabym wiązać z nim przyszłość.

31 sierpnia 2008
Głupia ja! Kochałam go, nadal go kocham, a on się jej oświadczył! Jestem beznadziejna! Dlaczego teraz mnie to spotyka? Jestem w ciąży, a jego nie ma. I już nie będzie. Nie wiem, czy kiedyś mu powiem. Nic już nie wiem.

04 stycznia 2009
Moje noworoczne szczęście. Moja Madzia.
Żałuję, że powiedziałam Bartkowi. Widzę, że ma mi za złe to co się zdarzyło. Przykro mi, że już nie będzie szczęśliwy.
Ale ja będę i nawet pomimo tego, że już nie będziemy razem szczęśliwą rodziną… Chociaż bardzo bym chciała.

19 maja 2013
Czy to możliwe, że wciąż tak na niego reaguję?
To chyba nie jest moja wina, że tak strasznie kocham. Wciąż ten sam, chociaż trochę inny Bartek, którego nie przestanę kochać.
Madzia często o niego pyta, a ja sztywnieję, bojąc się kolejnego spotkania.
Pilnuję się, żeby nie dorwać się do niego i nie wpić w te usta. Cholera, ja ich oboje kocham.

                Wytarł łzy. Wciągnął zapach bluzki. Jedynej, niebieskiej, którą tak strasznie uwielbiała. A teraz leżała w metalowym pudełku, wraz ze wspomnieniami o niej.
-Trenerze! –do gabinetu wpadł Sawicki. Młody, świetnie zapowiadający się przyjmujący. –Trener Kowal pana wzywa.
-Chwileczkę.

23 października 2014
To niesamowite jak wiele się od siebie uczymy. Każdego dnia, przy najmniejszej nawet kłótni. Jak ja go strasznie kocham!
Zapisaliśmy Magdę do przedszkola. Mam trochę czasu wolnego, ale także zaczęłam pracować.
Pamiętam jeszcze moją małą, słodką Madziulę, którą trzymałam na rękach.

                W pamięci przywołał obraz córki, którą widział dzisiejszego poranka. Powiedział tylko krótką formułkę urodzinową. Znienawidził córkę. Odpychała go wręcz bijącym do swojej matki podobieństwem. Stwierdził jednak, że to nie miejsce na takie rozmyślania.
                Wszedł na salę. Rok 2027. Nie pamiętał, kiedy ostatnio grał. Kolano nie pozwoliło jemu tak łatwo uprawiać sportu.
                Omawiał taktykę ze swoją drużyną. Nie pamięta, jak to się stało, że tabliczka trzymana w ręku oraz marker wydostały się z jego dłoni. To był jej głos. I chociaż rozbrzmiewał z drugiego końca sali, to wiedział, że należy do Magdy. Taki sam jak Agnieszki. Dzień jej osiemnastych urodzin. Miała jedno życzenie. Odwrócił się w jej kierunku.
-Kochaj mnie! –krzyknęła dławiąc się łzami. –Kochaj mnie, proszę!
                Zrozumiał. Nie może odtrącać córki. Powinien ją kochać.

  

Koniec 
*

Wyjaśnienia: muszę odejść. Publikuję wszystko przed październikiem. Właśnie się przeprowadzam, a potem... Już nie będzie czasu, żeby wstawiać.

Nie będę pisała, czytała, odpowiadała na komentarze. 
W trybie kilku dni powinny pojawić się ostatnie rozdziały wszędzie. 
Przepraszam! Miałam wybór: Moje życie, albo życie wirtualne.

Dziękuję: za ciepłe słowa. Za wszystko.

Przepraszam! Kiedy nie dodawałam komentarzy, lub robiłam sobie zaległości...

Ostatni raz z "Kochaj mnie, proszę"

Inka...






piątek, 6 września 2013

6: Kobiecie zawsze dużo czasu zajmuje przygotowanie się do wyjścia. Szczegolnie tej zakochanej.

-Mamusiu! Mamo!
                Mała dziewczynka szturchała Agnieszkę w ramię wywołując u niej ogromny ból. Kobieta leniwie otworzyła oczy i spojrzała na swoją odkrytą nogę. Zazwyczaj do snu miała ubrane spodnie.
-Tatuś mówi, że pojedziemy do wesołego miasteczka! Tylko miałam ciebie obudzić i mamy zjeść śniadanie.
-Zaraz będę.
-Już! Wstawaj!
                Krzyknęła rozanielona czterolatka. Płaczek zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą i krótki „już się ubieram”, pożegnała córkę, która wybiegła z sypialni blondynki. Płaczek usiadła na łóżku przypominając sobie urywki z minionego wieczoru. Zapach perfum Kurka tak blisko niej, pocałunek, ciuchy po kolei zdejmowane w drodze do łóżka i… Dziewczyna nie pamiętała żadnego szczegółu. Nie była jednak naga, chociaż nie miała na sobie ulubionych do spania fioletowych, luźnych spodni, to górną część jej ciała zakrywała koszulka, którą poprzedniego dnia miał na sobie siatkarz.
-Miałaś się przygotowywać!
                Z pretensją w głosie rzucili w stronę kobiety, stojąc w drzwiach sypialni. Agnieszka spojrzała na nich z rozbawieniem, dopiero teraz zauważając, że Madzia może nie jest z wyglądu kopią taty, ale odziedziczyła po nim gesty, mimikę.
-Możesz iść się pobawić, bo zanim mamusia się wygrzebie!
                Westchnął teatralnie, kręcąc przy tym zabawnie głową. Płaczek już dawno nie widziała go tak zadowolonego, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że poprzedniej nocy wylądowali ze sobą w łóżku. I wcale nie leżeli grzecznie obok siebie, tak jak w tym momencie, bowiem siatkarz opadł na mebel ciągle przyglądając się młodej matce.
-Mógłbyś wyjść?
-Po co?
                Rzucił całując ją przy tym w szyję. Aga gwałtownie się odsunęła. Nie wiedziała jak powinna się zachować w obliczu nocy spędzonej z Bartkiem.
-Co my zrobiliśmy?
                Spytała szeptem. Wpatrywała się w swoje dłonie i kolejny raz próbowała coś sobie przypomnieć. Bartek wbił w nią spojrzenie i dotknął delikatnie złączonych na pościeli palców.
-Żałujesz?
                Zastanowiła się chwilę. Gdyby miała powiedzieć czy żałuje względem siebie, to pewnie powiedziałaby, że nie. Jednak ciągle pozostawała jej córka i uczucia, a właściwie ich brak ze strony Bartosza.
-Tak. Nie! Nie wiem. Skąd mam wiedzieć?
-Kocham cię.
                Agnieszce momentalnie oczy poszerzyły się i zaszkliły. Czekała na to, przez blisko pięć lat. Czekała  na moment, w którym to usłyszy, kiedy nie będzie już narzeczonej Bartka.
-Bartek?
-Myślałem, że wiesz. Kocham cię. Gdybym cię nie kochał, to by mnie tu nie było. Mam wspaniałą córkę, którą kocham, ale gdybym nic do ciebie nie czuł, to pewnie skończyłoby się na ograniczeniu kontaktu do rozmów telefonicznych, czy przelotnych spotkaniach, a nie na każdej możliwej chwili spędzonej z wami!    
                Ujął twarz blondynki w dłonie i starł spływające po jej policzkach potoki łez. Była szczęśliwa, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Widział to, po iskierkach towarzyszących, przepełnionymi łzami czekoladowymi tęczówkami. Widział, jak spoglądała na niego z miłością.
-Nie znoszę, kiedy cierpisz. Nienawidzę się za to, że ciebie krzywdę, że nie umiem okazywać uczuć. Za to, że teraz też pieprze bez sensu. Nie umiem inaczej! Przepraszam!


*

Następny 8.09


środa, 4 września 2013

5: Alkohol jest najwięszym przyjacielem w walce z nieśmiałością

                Butelka wina nieustannie opróżniała się od ponad godziny, kiedy to Bartek usypiał Magdę, a właściwie z całych sił starał się to robić. Mała jednak chcąc nacieszyć się obecnością taty od razu zaciągnęła siatkarza do nowych zabawek, a później, leżąc już w łóżku opowiadała jemu żarty zasłyszane gdzieś w otoczeniu. Problem polegał na tym, że kawały były totalnie przekręcane, przez co przyjmujący wybuchał co jakiś czas niekontrolowanym śmiechem.
                Kiedy po ponad dwóch godzinach, jakie spędził w pokoju córki wyszedł na balkon,  Agnieszka siedziała z nogami spoczywającymi na barierce, tempo wpatrując się w niebo. Kurek wiedział, że tego dnia na normalną rozmowę nie ma już mowy.
-Choć do środka.
                Położył dłonie na jej ramionach i potarł je delikatnie. Letni wiatr przybierał na sile i z czasem zrobił z czerwcowej nocy jedną z chłodniejszych w to lato.
-Spieprzaj, Kurek.
-Aguś…
-Jestem dorosła, wiesz?
-Ale w tym momencie tak się nie zachowujesz!
-A ty? Jak ty się zachowujesz?!
                Zabolało. Nie miał jednak ochoty rozmawiać o tym z Agnieszką,. Nie myślała w tym momencie w jakikolwiek racjonalny sposób, a w wydychanym powietrzu miała więcej alkoholu niż „napykany menel spod sklepu”.
-Kto zaopiekuje się małą jak zachorujesz, a ja pojadę dalej trenować?
-Och, zamknij się w końcu!
-Nie! Wchodź do środka, ale już!
-Bartek, daj mi spokój!
-Aga, nie denerwuj mnie!
                Nie odpowiedziała, nie mając najmniejszej ochoty na wykłócanie się. Zamiast tego przymknęła powieki, siedząc dalej nieruchomo i nic sobie nie robiąc z siatkarza, który gorączkowo tłumaczył jej, że może się przeziębić. Ona jednak ignorowała jego słowa, a kiedy siłą postawił ją do pionu wpiła się w jego usta. Chyba jednak za sprawą alkoholu nabrała sporą odwagę, którą w tamtym momencie demonstrowała ojcu ich córki, zadzierając jego koszulkę do góry.
                Bartek cieszył się, że kolejny raz mógł mieć ją całą dla siebie. Wiedział, że Aga po dawce alkoholu jaką wypiła nie jest już w stanie nawet w najmniejszym stopniu normalnie funkcjonować, ale chciał jej bliskości nie zważając na konsekwencje.
                Zachwycał się każdym jej pocałunkiem, każdym momentem, kiedy dotykała jego skóry. Chciał jej dać jak najwięcej, jednocześnie ciesząc się, że  ma ją przy sobie.  Delektował się jej pięknem i delikatnością jej skóry. Bezkarnym spoglądaniem w jej brązowe oczy, w momencie, kiedy jej ciało tańczyło w wyniku osiąganej przyjemności. Wtedy kolejny raz zdał sobie sprawę, że tylko z tą kobietą chciałby żyć. Chciałby być z nią do samego końca. 



*

Większość z was się pewnie cieszy.
06.09

poniedziałek, 2 września 2013

4: Czasem warto nie przerywać komuś, kiedy mówi

                Płaczek delektowała się słonecznymi promieniami podczas kiedy Bartosz układał babki z piasku z Madzią siedząc na jednym z rzeszowskich placów zabaw. Agnieszka z szerokim uśmiechem na twarzy obserwowała swoje dwa szczęścia. Bartek już dawno nie był tak szczęśliwy jak podczas tego weekendu. Chociaż jeszcze nie zdążył odpocząć po podróży, to w tym momencie miał do wykonania najprzyjemniejszą pracę na świecie, ponieważ taka właśnie była opieka nad córką. Wiedział jednak, że czekają na niego dwie ciężkie rozmowy. Pierwsza dotyczyła prezentów, o które pretensje miała młoda matka, a druga stanowiła o ich wspólnym życiu. I tak naprawdę Kurek nie wiedział czego może się spodziewać.
-Co śliczna, idziemy do domu?
                Spojrzał na rozanielone oczy czterolatki. Mała zaprzeczyła główką, a Bartek zaśmiał się pod nosem z jej reakcji.
-A może tatuś trochę odpocząć? Pobawisz się sama chwilkę?
                Kolejny raz pokiwała główką, ale tym razem twierdząco. Kurek zmaterializował się zaraz przy Agnieszce, która chciała zmienić go przy opiece. Ten jednak pociągnął ją za rękę i wymownie spojrzał w jej brązowe oczy. Płaczek usiadła tylko. Kiedy jednak ręka Bartka objęła jej ramie jej źrenice poszerzyły się. Spojrzała na niego zaskoczona, a on szeroko uśmiechnął się i cmoknął ją w czoło. Myślał, że Agnieszka coś zrozumie, może nawet sama przyzna się do miłości. Agnieszka jednak miała trochę inne zdanie. Myślała, że być może Bartek chcę pokazać światu, że wcale nie jest samotny i do wzięcia, aby skutecznie odstraszyć fanki zalecające się do niego. Nie miała jednak zamiaru odpychać jego ręki, ponieważ bardzo podobało jej się to. Jego dotyk był dla niej lekiem na całe zło.
-To kiedy się do mnie wprowadzacie?
-Bartek…
                Jęknęła. Kolejny raz mają omawiać wyjazd do Jastrzębia, gdzie następne dwa sezony miał spędzić przyjmujący.  Dla Agnieszki to rozwiązanie nie było komfortowe. Musiałaby od nowa szukać pracy. Poza tym nie widziała potrzeby wprowadzenia się do Bartka.
-Wiesz, że kiedy tylko będziesz chciał możesz zabrać małą do siebie na weekend. I kiedy tylko zaczną się ferie zimowe, a nawet kiedy będziesz chciał w przerwach w sezonie.
-Ale ja chcę być blisko…
-Mała przecież jest zawsze blisko. Dużo rozmawiacie.
                I kolejna blokada. Kurek chciał powiedzieć, że nie chodzi tylko o Madzie, chciał powiedzieć jak bardzo ją kocha. Kolejny raz jednak Agnieszka skutecznie ograniczyła temat do dziecka. Zabolał ją jednak brak jakiegokolwiek sprzeciwu ze strony Bartka. Młody ojciec powinien zaoponować. Znowu tego nie zrobił. Po policzku Agnieszki spłynęła jednak łza. Miała nadzieję, że Bartek jej nie zauważy. Oczywiście siatkarz widział spływającą po jej twarzy krople i cholernie mocno zabolało go to, że ją rani. Chciał już coś powiedzieć, kiedy obok zmaterializowała się Magda wskakując ojcu na kolana.
-Tatuś, a pójdziemy na lody?
-Lody? Aga?
-Lody osłabiają nogi.
-Mamo!
-Co mamo? Jak cie tata zabierze, to czemu nie?
                Uśmiechnęła się krzywo. Bartek widząc grymas na twarzy blondynki chciał ją przytulić. Bez zbędnego mówienia, podczas którego mógłby znowu palnąć jakąś bzdurę, która tylko bardziej skomplikowałaby ich relacje. Mała jednak pociągała go za rękę w stronę oddalonej o blisko trzysta metrów budki.
-A po lodach idziemy do domu.
                Zarządził siatkarz, na co Magda zawtórowała mu, kiedy owiał ją chłodny letni wiaterek.



*
Aga wszystko utrudnia, Bartek jest do niczego.
Jacy oni są siebie warci!
następny: 4.09

czwartek, 15 sierpnia 2013

3: Ktoś musi podjąć męską decyzję

                Bartek rozłożył nogi wygodnie na łóżku i przymknął oczy. Nie dane było mu jednak odpocząć, bo w pokoju pojawił się zaraz Piotrek z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Kurka wcale nie zdziwił ten fakt. Gdyby też miał kochającą żonę, to pewnie każdy jej telefon przyprawiał by go o tak samo rozweseloną twarz, jak  rozmowy środkowego z Dominiką.
-A ty co?
                Zwrócił się do przyjmującego, a ten tylko wzruszył ramionami. Chciał odpocząć od wszystkiego co możliwe. A przede wszystkim od własnych przemyśleń, co wcale nie było łatwe, bo choćby nie wiadomo jak uciekał zawsze w jego głowie pojawiała się Agnieszka i to, że nie ma odwagi, aby przyznać się do miłości. Kurek sam nie wiedział dlaczego tak się dzieje. Raczej nie powinien bać się odrzucenia, bo jeszcze przed ciążą wielokrotnie słyszał z ust blondynki o tym, jak bardzo go kocha. Sam nie miał problemów z takimi zapewnieniami.
Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się Madzi w łonie matki. Wtedy Bartek przyznał się Kasi do romansu i już wtedy chciał zaciągnąć Agnieszkę do urzędu i dokładnie w tamtym momencie ich relacja stała się relacją koleżeńską.
-Ty się wykończysz, Bartek!
-A co ja mam zrobić? Ona mnie nienawidzi!
-Tak! Jasne, a to ja dostaje wypieków na policzkach, kiedy ciebie widzę i mi świecą się oczy jak ci się przyglądam, kiedy ty jesteś zajęty czymś zupełnie innym.
                Bartosz spojrzał na kolegę zastanawiając się nad jego słowami. Czy Agnieszka naprawdę może coś do niego czuć? Wiele pytań krążyło po jego głowie, ale na żadne nie znał odpowiedzi.
-Mówisz serio?
                Piotrek zdenerwował się, bo jak niby przyjmujący mógł nie zauważyć  tego, że Płaczek patrzy na niego w sposób inny niż na wszystkich? Jak mógł nie widzieć jej nieśmiałych uśmiechów posyłanych w jego kierunku?
-Weź się ogarnij kretynie i choć pogadać jak już wydoroślejesz!
                Krzyknął i wyszedł z pokoju. Bartek wyszedł chwilę po nim i od razu skierował się pod numer „28”, gdzie aktualnie przebywał jego najlepszy przyjaciel. Gdy tylko przekroczył próg tego pomieszczenia Kuba od razu zerwał się na równe nogi, jakby wiedząc, że przyjmujący ma do omówienia problem na osobności, a nie przy reszcie ciekawskich siatkarzy, a szczególnie kapitanie, który wbrew pozorom należy do osób, które muszą wszystko wiedzieć.
                Atakujący wyciągnął go z pokoju trzymając go za łokieć, w taki sposób, że dla przypadkowego przechodnia mogłoby to wyglądać agresywnie. Jarosz jednak doskonale widział, że Kurek jest w stanie totalnej rozsypki i chciał go jak najszybciej odciągnąć od towarzystwa. Kiedy tylko znaleźli się w niewielkiej kanciapie przeznaczonej dla pana Franka, czyli złotej rączki w ośrodku, od razu spojrzał wymownie na przyjaciela.
-Powiedz mi Kuba, co ja mam robić? Jestem kretynem, wiem, ale nie mam odwagi, żeby jej to powiedzieć.
-Przecież ja tego za ciebie nie zrobię!
-A mógłbyś?
                Bartkowe oczy były przepełnione nadzieją, która wynikała z najbardziej kretyńskiego pomysłu na jaki według Kuby mógł wpaść Kurek.
-A ty jesteś facet czy baba?
                Warknął, a Bartosz doskonale rozszyfrował co miał na myśli przyjaciel. Nie wiedział jednak znowu jak ma to wszystko rozegrać.



*
.....zainteresowanie spada... czemu mnie to nie dziwi? ...
06.09
Wczoraj ruszyła KAWA

UWAGA:
http://kibicowelove.blogspot.com/2013/08/konkurs-najlepsze-opowiadanie-2013-roku.html
Jeśli możecie, to oddajcie głos na to opowiadanie.
Swoją drogą nominacja była dla mnie przeraźliwie niespodziewana :)

sobota, 27 lipca 2013

2: Nie wolno rozpieszczać dziecka

-Zwariowałeś?
            Krzyknęła, kiedy tylko aparat telefoniczny został odebrany przez Kurka. Tego było dla niej zdecydowanie za wiele. Najlepsze lalki, drogie zabawki i miliony różowych ciuszków, czyli marzenia każdej małej dziewczynki. Marzenia, których niestety Agnieszka nie była w stanie zrealizować przez sytuacje finansową. I tak pracowała jak tylko mogła. Całe szczęście skończyła technikum, bo inaczej w ogóle nie znalazłaby pracy biorąc pod uwagę przerwane studia. Jako technik reklamy doskonale sprawdzała się w prowadzeniu promocji restauracji, jednak ledwo wiązała finansowo koniec z końcem. A Kurek zawsze psuł jej wszystko. Dziewczyna zawsze starała się, aby jej córka nie myślała tylko i wyłącznie o korzyściach majątkowych, bo wiedziała, że nie jest w stanie zapewnić jej luksusów. Bartek był jednak widocznie innego zdania, ponieważ kiedy tylko chciał rozpieszczał Madzie, kupował drogie prezenty.
-Coś się stało?
            Kątem oka zlustrowała pomieszczenie, w którym przebywała córka Bartosza ciesząc się z nowych zabawek oraz ciuchów.
-Doskonale wiesz, co się stało. Mówiłam ci już coś o tym wszystkim. Mówiłam ci co cię czeka jak mała będzie rozpuszczona! Naprawdę chcesz wylądować na wózku po tym jak połamię ci wszystkie kości. Od stóp rozpoczynając?!   
-Ej, ej, ej! Przyhamuj! To ja już nie mogę własnej córce nic sprezentować?
-Oczywiście że możesz!
            Wrzasnęła, a po chwili kolejny raz spojrzała na twarzyczkę zadowolonej Madzi bawiącej się właśnie najnowszym modelem Barbie.
-Wolałabym jednak, abyś ustalał takie rzeczy ze mną.
-Stało się coś złego?
-Bartek…
            Jęknęła. Doskonale wiedział, że mieli różne zdanie o wychowaniu dziecka. Bartek nie dostrzegał jednak problemu w prezencie.
-Stało się coś złego?
            Powtórzył, a Agnieszka jeszcze bardziej poirytowana uderzyła telefonem o łóżko. Chwilę później jednak ponownie przyłożyła go do ucha.
-Wiesz, będziemy musieli pogadać jak przyjedziesz do małej na weekend. A do tego czasu błagam cię, żadnych prezentów więcej. Możesz to dla mnie zrobić?
-Dla ciebie?
            Nie zastanowił się nad tym co powiedział. Agnieszkę niestety utwierdziło to tylko w przekonaniu, że Bartek nic do niej nie czuje. Wypuściła z siebie głośno powietrze.
-Dla małej. Proszę. Ustalmy kilka rzeczy jak będziesz w Rzeszowie.
-Dobrze. To widzimy się za tydzień?
-Mhm. Na razie!
-No pa!
            Schował twarz w dłoniach. Znowu nie miał odwagi przyznać się do miłości, a co więcej coraz bardziej oddalał od siebie ukochaną. Bał się, że lada dzień straci jakąkolwiek szanse na związek z Agnieszką. I coraz bardziej tracił tę szanse, bo Płaczek utwierdzała się w przekonaniu, że łączy ich tylko dziecko.

*

Nowy:15.08
... tysiące pomysłów...brak wolnego czasu.... wejść ponad tysiąc... wakacje...

czwartek, 11 lipca 2013

1. Trudno powiedzieć "KOCHAM"

                Czekoladowe tęczówki wciąż błądziły po salonie, w którym to właśnie trwała rozmowa internetowa pomiędzy Magdaleną, a Bartoszem Kurkiem. Agnieszka nie pojmowała, dlaczego pozwoliła na nadanie czterolatce nazwiska po ojcu. Mogła zostawić siatkarza w błogiej nieświadomości, a ten wiódłby spokojne życie nie zważając na los dziewczyn.
                Krzątając się po niewielkiej kuchni przygotowywała obiad.  Słyszała jednak dobiegającą z pomieszczenia obok rozmowę. Kolejny raz zdziwiły ją słowa siatkarza i znowu myślała, że Bartek wcale nie uważa Magdy za zło konieczne, ale za swoją kochaną córeczkę, którą mógłby zabrać na koniec świata, dla której zrobiłby wszystko. Po chwili jednak otrząsnęła się ze złudzeń. Był doskonałym aktorem, o czym przekonała się kilka lat prędzej, kiedy to zdradzał swoją narzeczoną – Katarzynę, właśnie z samą Agnieszką. Gdyby nie dziecko, to w tej chwili być może obchodziliby kolejną rocznicę swojego ślubu.
-Masz gdzieś obok mamę?
                Z rozmyślań wyrwała ją właśnie taka wypowiedź. Zamarła czekając na to, co ojcu odpowie Magdalena.
-Mamusia mówiła, że źle się czuje.
                Siatkarz westchnął tylko z bezsilności. Nadzwyczaj często zdarzały się Agnieszce złe samopoczucie lub drobne problemy zdrowotne, kiedy to miała porozmawiać z Bartkiem, a właściwie, kiedy to on chciał porozmawiać z nią. Kurek jednak idiotą nigdy nie był i doskonale wiedział, że Agnieszce zależy. Dlatego go unikała, bo bała się, że on ją zrani brakiem miłości. Chociaż w istocie Bartek po uszy zakochany był w filigranowej blondynce i z taką samą intensywnością kochał ich dziecko.
-Powiedz mamusi, żeby na chwilę do ciebie przyszła.
                Agnieszka wiedziona głosem usadowiła się na kremowej kanapie i z obojętną miną spojrzała w niebieskie tęczówki Bartka. Tak bardzo chciałaby je widywać codziennie. Niestety nawet oczy Małej są jakby przekopiowane od matki. Po chwili usadowiła Madzie na swoich kolanach, a ta zaczęła bawić się jej włosami.
-Co się dzieje Aguś?
                Z troską, ale  stanowczo spytał Kurek. Agnieszka podenerwowana podniesionym głosem zaraz krzyknęła. Nie planowała tego, ale samo wydobyło się to z jej ust.
-Mógłbyś trochę ciszej? Głowa mnie boli!
-Ach tak? Gdyby cię głowa bolała, to sama byś nie krzyczała!
                Kobieta speszyła się. Doskonale wiedziała, że Bartek ma rację. Nie chcąc jednak dać tego po sobie poznać spuściła głowę w dół sprawiając, że grzywka zasłoniła jej pół twarzy. Uśmiechnęła się rzekomo w kierunku Magdy, pozorując, że wcale nie miał racji. On jednak oszukać się nie dał.
-Madziu, mogłabyś pobawić się w swoim pokoju? Proszę!
-Tato…
-Proszę.
                Malutka kiwnęła tylko głową. Powoli zwlekła się z kolan Agnieszki i pobiegła do siebie. Młoda matka momentalnie zesztywniała. O czym Bartosz chciałby z nią rozmawiać? Nie dane jednak było jej prędko usłyszeć odpowiedzi, bo siatkarz namiętnie wpatrywał się w lekko przechyloną w dół głowę. Kiedy natomiast zabierał się na wypowiedzenie słów, które od dawna ciążyły na jego sercu, do drzwi mieszkania młodej matki zaczął ktoś dobijać. Owym ktosiem okazał się kurier. Bartek karcił siebie w myślach za wysłanie paczki dla córki, właśnie dlatego, że cała odwaga wraz z dzwonkiem prysła. Zakończył bez namysłu połączenie internetowe zostawiając oszołomioną Agę z mnóstwem pytań, kiedy tylko wróciła, przed czarny już ekran monitora. 


*


Rozdziały będą takiej długości. Po prostu :)
Następny 27.07

Nie wiem, jak mam dotrzeć do szerszej publiczności. Nie wiem, nie próbuję, bo nie umiem!

niedziela, 30 czerwca 2013

Prolog

                Czterolatkę obudziło dość głośnie trzaśnięcie drzwiami. Niewiele myśląc zerwała się na nogi i leniwie podążyła do korytarza. Delikatnie uchyliła drzwi i spojrzała na dwumetrowego mężczyznę przyodzianego w ciemną bluzę i dresowe spodnie.
-Tatusiu, gdzie idziesz?
-Choć spać kochanie.
                Uniósł Magdę na ręce i zaniósł z powrotem do dziecięcego łóżka, którego wymiary były dla niego niewiarygodnie małe. Pochylił się jeszcze nad dziewczynką i ucałował ją w czoło.
-Niedługo wrócę.
-Znowu zostawiasz mamę? Dlatego płakała?
                Bartka zdziwiły słowa córki. Nie wiedział jak ma udzieli odpowiedzi. Przez jego głowę przeszedł potok myśli. Dlaczego Aga miałaby płakać? Dlaczego Madzia kolejny raz mówi o jego wyjeździe jak o największym źle całego świata? Nie zdawał sobie jednak sprawy, że dziewczynce strasznie brakuje obecności ojca. Nie wiedział, że jej rodzice są dla niej całym światem.
-Obiecuję ci, że niedługo będziemy częściej się widywać.
                Przytulił ją serdecznie się uśmiechając i opuścił pokój dziewczynki.
-Musimy w końcu zamieszkać razem.
                Powiedział zaraz, kiedy zobaczył Agnieszkę. Spojrzała na niego brązowymi oczami, jakby niedowierzając w jego słowa.
-Nie rozśmieszaj mnie. Gdzie ja teraz znalazłabym przedszkole dla Madzi?
-To w wakacje.
-Proszę cię, wyjeżdżasz na zgrupowanie, a potem co? W wakacje nie znajdę małej opieki! Bogowie! Kurek, mnie nawet nie stać na opiekę, tym bardziej kiedy się przeprowadzę i nie będę miała pracy.
-Aga, nie możemy ciągnąć tego w nieskończoność.
-Masz rację. To się w ogóle zacząć nie powinno.
-Aga…
-Nie Aga, nie! Po prostu wpadka, która nas łączy. Dla mnie cały świat, ale ty nas nie kochasz. Nie kochasz Madzi. Wiem ile byś dał, żeby cofnąć czas. Kurcze… No Bartek! Wcale nie musisz z nami utrzymywać kontaktu. Jakoś sobie poradzimy.
                Siatkarz zabolały słowa kobiety. Tak samo, jak Agnieszkę. Miała jednak za złe jemu brak jakiejkolwiek dojrzałej decyzji. Chciała się ustabilizować. Nie doczekała się jednak pierścionka zaręczynowego, ślubu i hucznego wesela. Zamiast tego sama wychowywała czterolatkę, która mimo tego, że nie była planem dla studentki, to stała się jej prywatną definicją szczęścia. Razem ze swoim ojcem, który pomimo wielkiej miłości jaką darzył Agnieszkę, strasznie bał się zmiany stanu cywilnego. Ujął delikatnie twarz blondynki i kolejny raz skrzywił się, kiedy ta odepchnęła jego dłonie.
-Przykro mi, że tak myślisz.
                Wyszeptał i opuścił rzeszowskie mieszkanie jego miłości. Dwóch najważniejszych kobiet dla niego. Kiedy tylko wyszedł osunęła się po ścianie i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili poczuła małe dłonie obejmujące ją w szyi. Uniosła głowę i uśmiechnęła się blado. 



*

Wygraliśmy, a więc prolog dzisiaj :D
Tak mi się łatwiej pisało !!
Mam jeszcze jeden pomysł na opowiadanie,
ale szukam bohatera idealnego do niego.